EUR |
4.3683 PLN | +0.44% |
USD |
3.4431 PLN | +0.69% |
CHF |
3.6371 PLN | +0.44% |
GBP |
5.4356 PLN | +0.03% |
EURUSD |
1.2687 | -0.25% |
JPY |
4.3407 PLN | +1.96% |
DKK |
0.5877 PLN | +0.44% |
SEK |
0.4786 PLN | +0.29% |
NOK |
0.5744 PLN | +0.07% |
CZK |
0.1717 PLN | +0.64% |
| WIG | 36 820.00 | +0.07% |
| WIG20 | 2 060.99 | +0.19% |
| sWIG80 | 9 047.00 | +0.15% |
| mWIG40 | 2 241.00 | -0.19% |
Szkic walutowy 2012-05-18
Kolejne argumenty za przeceną ryzykownych aktywów
Nowe wybory w Grecji, które odbędą się 17 czerwca, wydają się już być tematem, który nie budzi tak dużych emocji, nawet mimo obniżenia z powodu ryzyka politycznego długoterminowego ratingu kredytowego Hellady przez agencję Fitch z poziomu B- do CCC, gdyż decyzja taka nie jest zaskoczeniem. W tym momencie pojawiają się sondaże, w których prowadzi pro-reformatorska Nowa Demokracja, i to z takim podziałem mandatów, z jakim mogłaby stworzyć koalicję z PASOK-iem. Jeśli tym partiom uda się przekonać greckie społeczeństwo, które chce pozostania tego kraju w strefie euro, że tylko ich wybór zagwarantuje pozostanie przy euro, mogą pokusić się o zwycięstwo w wyborach. To jednak tylko jeden ze scenariuszy, a ze względu na dynamicznie zmieniającą się sytuację polityczną w Helladzie, sondaże mogą jeszcze ulec dużym zmianom. To może dostarczać rynkom niepewności, jednak w tym momencie źródło obaw nieco się zmieniło. Po pierwsze znów z USA dobiegły niepokojące informacje o tamtejszej sytuacji gospodarczej. Indeks Fed z Filadelfii zniżkował z poziomu 8,5 do -5,8 pkt, mimo prognoz zakładających wzrost do 10 pkt. Spadek poniżej poziomu 0 sygnalizuje spadek aktywności sektora przetwórczego w rejonie Pensylwanii, New Jersey i Deleware. Również zagregowany indeks wskaźników wyprzedzających spadł do -0,1 proc., podczas gdy oczekiwano wzrostu do 0,3 proc. Słabsze dane mogą przekonać inwestorów do tego, że szanse na QE3 rosną (ostatni protokół FOMC pokazał, że więcej niż na posiedzeniu marcowym członków FOMC widzi potrzebę ilościowej stymulacji gdyby gospodarka wyraźniej hamowała). W tym momencie jednak wygrywa prosta interpretacja negatywna, która współgra z bardzo słabym rynkowym sentymentem, który dominuje przez cały obecny tydzień. Do tego wciąż dochodzą problemy któregoś z krajów PIIGS. Wczoraj obawy o sytuację sektora bankowego w Hiszpanii wzbudziły prasowe spekulacje o masowym wycofywaniu depozytów z banku Bankia, który wcześniej otrzymał 4,65 mld EUR państwowej pomocy. Zostało to zdementowane, jednak już pogłoski o możliwej obniżce ratingów hiszpańskich banków okazały się prawdziwe. Wczoraj Moody’s obniżyła ratingi 16 hiszpańskim banków, m. in. największemu Banco Santander z B- do C. Agencja ta już w lutym ostrzegała, że rozważa obniżkę ratingu 114 europejskich banków. Po wcześniejszym cięciu standingu włoskim instytucjom, wczorajsza decyzja nie była niespodzianką, jednak przy panujących minorowych nastrojach każda zła informacja jest kolejnym argumentem za kontynuowaniem przeceny ryzykownych aktywów.
Kombinacja słabszych danych z amerykańskiej gospodarki oraz dalsze obawy o sytuację w krajach południa Europy była zabójczym miksem dla polskiego rynku akcji. WIG20 zniżkował wczoraj na zamknięciu sesji o prawie 3 proc. Inne europejskie giełdy poruszały się również w kierunku południowym, jednak skala przeceny była dużo mniejsza. Ze względu na słabe zamknięcie rynków na Wall Street i duże spadki podczas azjatyckiej sesji dziś również WIG20 może być pod presją sprzedających. Natomiast nieporównywalnie spokojniej było wczoraj na rynku walutowym. Eurodolar starał utrzymać się powyżej poziomu 1,27, co jednak ostatecznie mu się nie udało i powoli zmierza w stronę 1,26. Złoty po południu również zaczął niwelować wcześniejsze straty, w czym pomogła mu zapowiedź wiceprezesa NBP Witolda Kozińskiego o gotowości Narodowego Banku Centralnego do interwencji na rynku walutowym w celu obrony kursu walutowego. Przy obecnie panujących nastrojach rynek może jednak powiedzieć „sprawdzam” i przetestować, na ile słowom odpowiedzą realne akcje.
Piątkowe kalendarium świeci pustkami. Dziś jedynie GUS opublikuje dane o dynamice wynagrodzeń i zatrudnienia w kwietniu. Wg konsensusu prognoz wynagrodzenia powinny wzrosnąć o 3,9 proc. w ujęciu rocznym, a zatrudnienie o 0,5 proc. w ujęciu rocznym. Dane te nie będą jednak mieć wpływu na zachowanie złotego. Brak innych istotnych odczytów jest kolejnym argumentem za tym, że koniec tygodnia, podobnie jak początek, upłynie pod znakiem wieści z południa Europy. W weekend natomiast rynek będzie nasłuchiwał doniesień ze szczytu grupy G-8 w Camp David, gdzie jednym z głównych tematów rozmów będzie kryzys w Eurolandzie.
Uspokajające komentarze
Kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz prezydent Francji Francois Hollande starali się uspokoić inwestorów zapewnieniami, że Grecja pozostanie w strefie euro. Także prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi stwierdził, że uszczuplenie unii walutowej o Helladę nie jest brane pod uwagę. Komentarze te przyczyniły się to względnego uspokojenia na rynkach finansowych w środę, jednak sytuacja jest daleka od większego odreagowania. Obawy o rozprzestrzenianie się kryzysu zadłużenia po całej Europie oraz polityczne zamieszanie w Atenach wpływają na wzrost awersji do ryzyka i przecenę aktywów traktowanych jako bardziej ryzykowne. Sondaże w Grecji pokazują, że lewicowa SYRIZA, która sprzeciwia się warunkom międzynarodowej pomocy finansowej, najprawdopodobniej wygra nowe wybory zaplanowane na 17 czerwca. Jeśli udałoby się jej zawiązać większościową koalicję (sama SYRIZA może na razie liczyć na lekko ponad 20 proc. poparcia), wówczas bardzo prawdopodobne jest, że wszelkie postanowienia pakietów ratunkowych zostaną zerwane i Grecja pozostawiona sama sobie będzie zmierzać ku bankructwu i powrocie do drachmy. Greckie społeczeństwo już wyraża strach przed takim rozwiązaniem i wycofuje środki z depozytów w greckich bankach. Przez pierwsze dwa dni tego tygodnia wartość depozytów zmalała o 1,2 mld euro, co stanowi 0,75 proc. wszystkich depozytów. Sytuacja ta powoduje, że część greckich banków stanęła w obliczu problemów z płynnością. Politycy i przedstawiciele banków centralnych mają obecnie miesiąc, aby przygotować się na ewentualne zawirowania wywołane wyjściem Grecji ze strefy euro, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Dokapitalizowanie funduszy ratunkowych EFSF i ESM z pieniędzy podatników z pewnością spotka się z silnym sprzeciwem społeczeństw państw Europy Północnej. Z kolei na drodze przeprowadzenia kolejnej rundy pożyczek LTRO przez Europejski Bank Centralny stoi wyraźny sprzeciw szefa Bundesbanku Jensa Weidmana, który wielokrotnie podkreślał, że o większym luzowaniu polityki pieniężnej nie ma mowy. Tylko, że za miesiąc może się okazać, iż nie ma innego wyjścia.
Względne uspokojenie na rynnach finansowych w środę pozwoliło powstrzymać silną przecenę złotego, choć nie obyło się bez wsparcia Banku Gospodarstwa Krajowego. Eurozłoty rano testował poziom 4,40, jednak w tym momencie swoją aktywność w sprzedaży euro za złotego zwiększył BGK tak, że na koniec dnia kurs zniżył się do 4,34. Było to potwierdzeniem wtorkowych słów wiceministra finansów Dominika Radziwiłła, który powiedział, że resort zamierza zwiększyć liczbę środków, które planuje wymieniać poprzez rynek walutowy (na początku roku Ministerstwo Finansów informowało o wymienianiu środków z bankiem centralnym). Obecnie ciężko oczekiwać, aby przy tak dużej niepewności na rynku, znalazł się wyraźny popyt na polską walutę inny niż ze strony BGK. Jeśli najbliższy miesiąc rynki finansowe spędzą na spokojnym wyczekiwaniu rezultatu wyborów, który nie zostanie zakłócony innymi negatywnymi impulsami, przecena złotego może zostać powstrzymana, ale trudno oczekiwać, by próby odreagowania miały przekroczyć 4,30.
Grecja ponownie przecenia złotego
Mimo licznych publikacji danych makroekonomicznych, we wtorek sytuację na rynkach finansowych ponownie determinowały doniesienia z Grecji. Teoretycznie rozmowy w sprawie powołania nowego rządu w Grecji mogły toczyć się do 17 maja, czyli do dnia zwołania posiedzenia parlamentu, jednak wczoraj po godz. 15 greccy oficjele zakomunikowali, że powyborczy pat w negocjacjach jest nie do pokonania, nie widać perspektyw na powołanie rządu ekspertów i będą rozpisane nowe wybory (prawdopodobna data to 17 czerwca). W tym momencie w sondażach prowadzi Koalicja Radykalnej Lewicy z ponad dwudziestoprocentowym poparciem (w niektórych badaniach sięga ono aż 27 proc.). Tamtejsza ordynacja wyborcza przewiduje, że wygrana partia dostaje „w bonusie” dodatkowych 50 miejsc w parlamencie. Może więc zdarzyć się tak, że wynik wyborów pozwoli na zawiązanie koalicji Syrizy z mniejszymi partiami, które również prezentują anty-reformatorskie populistyczne poglądy. Tymczasem UE, wg słów przywódcy Eurogrupy Jean-Claude Junckera jest gotowa pójść na pewne ustępstwa, żeby uniknąć już realnego bankructwa Hellady i opuszczenia przez nią strefy euro. „Pewne ustępstwa” nie oznaczają jednak zgody na wszystko, tym bardziej, że sytuacja polityczna w Niemczech również komplikuje się. Wobec takiej gry interesów, nawet jeżeli ostatecznie osiągnięto by kompromis i Grecja dostałaby kolejną transzę pomocy finansowej (aktualnie posiada środki do końca czerwca), to sprawa raczej na pewno byłaby postawiona na ostrzu noża i rozwiązana w ostatnich możliwych terminach. Zatem nawet pozytywne rozwiązanie greckiego problemu zostałoby poprzedzone szeregiem nerwowych decyzji i deklaracji, co odbiłoby się negatywnie na wartości aktywów ryzykownych, w tym złotego.
Rynki finansowe na wczorajsze doniesienia zareagowały emocjonalnie – europejskie parkiety zaczęły mocno zniżkować, eurodolar skokowo osłabił się ustanawiając nowe lokalne minimum na poziomie 1,2698, a w konsekwencji wzrostu awersji do ryzyka przecena złotego jeszcze przybrała na sile, mimo jego dużego wyprzedania. Kurs EUR/PLN zahaczał już o poziom 4,37, a USD/PLN dotarł do 3,4326. Oznacza to drugi z rzędu dzień kilkugroszowych strat złotego do ww. walut. Można zadać pytanie, czy taka reakcja jest uzasadniona? Po części tak – na pewno można było spodziewać się takiego kierunku ruchu po ogłoszeniu nowych wyborów, jednak już jego zasięg jest zbyt duży. Kolejne wybory w Grecji to ziszczenie się najbardziej prawdopodobnego scenariusza, gdyż w miarę kolejnych trudności negocjacyjnych i promujących Koalicję Radykalnej Lewicy sondaży, dążenie tej partii do nowych wyborów było racjonalne z punktu widzenia partykularnego interesu politycznego. Teraz z rynków powoli powinny schodzić nadmierne emocje, jednak podwyższona zmienność w najbliższych tygodniach stanie się raczej normą niż wyjątkiem. Ryzyko opuszczenia strefy euro przez Grecję jest w tym momencie największe, chociaż, nawet patrząc na poziom eurodolara, nie jest to scenariusz bazowy. Historycznie obecne poziomy wcale nie są niskie. Doraźnie o determinacji polityków w utrzymaniu Grecji w strefie euro przypominają kolejne spotkania. Wczoraj kanclerz Niemiec Angela Merkel i nowo mianowany prezydent Francji Francois Hollande zapewniali, że chcą pozostania tego kraju w Eurolandzie (zapowiedziano też wypracowanie wspólnych propozycji wsparcia wzrostu i aktywności gospodarczej na czerwcowy szczyt UE). Piłeczka jest jednak po stronie greckich polityków i społeczeństwa. Najbliższe półtora miesiąca będzie w tej trapiącej rynki finansowe kwestii kluczowe.
Dzisiejsze kalendarium danych makroekonomicznych jest, w porównaniu z wtorkiem, ubogie. Pewną uwagę inwestorów może przykuć publikowana przez Eurostat o godzinie 11:00 dynamika inflacji HICP w strefie euro w kwietniu (prog. 2,6 proc. r/r). Później dopiero dane z USA mogą wywołać jakąś krótkotrwałą reakcję rynku. O godz. 14:30 podane zostanie liczba wydanych pozwoleń na budowy domów w kwietniu (prog. 730 tys.) oraz rozpoczęte budowy (prog. 680 tys.). Po danych z rynku nieruchomości, o godz. 15:15 poznamy dynamikę amerykańskiej produkcji przemysłowej w kwietniu (prog. 0,5 proc. r/r). Na koniec dnia, o godz. 20:00 Fed ujawni protokół z ostatniego posiedzenia FOMC, który może rzucić więcej światła na kulisy kwietniowego posiedzenia FOMC. Dzisiejsze dane nie są jednak największego kalibru, ale pytaniem otartym pozostaje, czy po zapowiedzi nowych wyborów Grecja jest w stanie jeszcze czymś negatywnie zaskoczyć? W perspektywie kolejnego miesiąca na pewno, jednak po wczorajszej mocnej reakcji spadkowej eurodolara i złotego, schłodzenie tych przesadnych zmian jest pożądane.
Grecy debatują, złoty traci
Przecena złotego na początku obecnego tygodnia zdecydowanie przybrała na sile. Stracił on po ok. 6 gr względem euro i dolara. Kursy EUR/PLN i USD/PLN we wtorek rano są, odpowiednio, na poziomach 4,3170 i 3,3650, czyli bardzo blisko poziomów z początku bieżącego roku. Mimo ostatniej podwyżki stóp procentowych i utrzymywania względnie jastrzębiej retoryki przez prezesa NBP, polska waluta traci w miarę wzrostu awersji do ryzyka, a ta ma swoje główne źródło w napiętej sytuacji w Grecji. Wczorajsze mediacje prezydenta Karolosa Papuliasa nie przyniosły porozumienia między Nową Demokracją, Pasokiem a Demokratyczną Lewicą w sprawie utworzenia nowego rządu. Na propozycję głowy państwa o utworzenie rządu ekspertów nie przystał lider Demokratycznej Lewicy Fotis Kuwelis. Postanowiono jednak, że dziś rozmowy ws. powołania nowego rządu będą kontynuowane i wezmą w nich udział wszystkie partie poza neofaszystowską Nową Jutrzenką. Mediacje mogą trwać maksymalnie do 17 maja, kiedy to musi się odbyć pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Jeżeli do tego czasu nie zostanie wybrany rząd, rozpisane będą nowe wybory, które najprawdopodobniej odbyłyby się 17 czerwca. W tym momencie dla rynków finansowych powołanie rządu ekspertów byłoby najlepszą z możliwych opcji, jednocześnie jednak jest to najmniej prawdopodobna ewentualność. Przedłużający się polityczny pat zwiększa szanse na nowe wybory, na których najprawdopodobniej najbardziej skorzystałaby SYRIZA, która obecnie prowadzi w sondażach. Biorąc pod uwagę jej postulaty (zaprzestanie cięć budżetowych, renegocjacja warunków pomocowych) oraz coraz większą presję społeczną na Angelę Merkel (jej partia CDU przegrała wybory lokalne w najludniejszym niemieckim landzie Północnej Nadrenii-Westfalii) wydaje się, że UE nie pójdzie na zbyt dużo ustępstw. Jednak pewną gotowość do negocjacji przedstawił wczoraj na spotkaniu Eurogrupy jej przewodniczący Jean Claude Juncker, mówiąc o pewnym poluzowaniu wymogów programu oszczędnościowego. Jest to odpowiedź UE na możliwość powstania anty-reformatorskiego rządu w Helladzie. Miało to na celu także przekonanie o determinacji przywódców strefy euro do utrzymania w niej Grecji. Ostatnio coraz wyraźniejsze są głosy i spekulacje o możliwości wyjścia Grecji z Eurolandu. W weekend takie spekulacje podsycał niemiecki Der Spiegel, zaś wczoraj doradca byłego premiera Grecji J. Papandreu ujawnił, że taki scenariusz był już rozważany na przełomie 2010 i 2011 r.
W tym momencie Europa nie jest jeszcze gotowa na opuszczenie strefy euro przez Greków, stąd kolejne próby jej utrzymania w unii walutowej, jednak cały czas można odnieść wrażenie, że jest to kupowanie czasu i odwlekanie nieuniknionego. Trzeba jednak przygotować rynki na taki szok, co właśnie ma miejsce. Powoli zaczyna on dyskontować negatywny scenariusz. Dziś nerwowość dalej będzie utrzymana. Większej reakcji na deklaracje przewodniczącego Eurogrupy nie było – eurodolar dziś rano handlowany jest ledwie 30 pipsów powyżej lokalnego minimum na 1,2813. Oliwy do ognia dolała wczoraj agencja Moody’s, która obniżyła długoterminowe ratingi 26 włoskich banków, m. in. Unicredit (do Baa2 z Baa1). W skrajnych przypadkach cięcia były o 4 stopnie, w większość jednak o 1. Póki eurodolar nie odreaguje, złotemu będzie ciężko zniwelować wczorajsze straty. Możliwe jest odreagowanie o 2-3 gr, ale większe zyski polska waluta zanotuje tylko wtedy, gdy unormują się czynniki zewnętrzne. Póki co presja na słabego złotego może się utrzymywać.
Wtorkowe kalendarium jest bardzo bogate w dane, jednak to też stanowi ryzyko dla kursu złotego, gdyż w ostatnich tygodniach więcej odczytów rozczarowuje. Najważniejsze dane to te z Niemiec i Eurolandu. Za nami już wstępny odczyt dynamiki niemieckiego PKB za I kwartał tego roku (wzrost o 0,5 proc. k/k przy prog. 0,2 proc. k/k), a o godz. 11:00 poznamy ten sam odczyt dla całego Eurolandu (prog. -0,2 proc. k/k). Równocześnie z Niemiec opublikowany zostanie indeks instytutu ZEW w maju (prog. 19,0 pkt). Z USA największą uwagę mogą przykuć dane o sprzedaży detalicznej w kwietniu (prog. 0,2 proc. m/m), indeks NY Empire State (prog. 9,0 pkt) oraz indeks rynku nieruchomości NAHB dla 20 największych metropolii (prog. 26,0 pkt). Z Polski natomiast GUS o godz. 14:00 opublikuje wskaźnik inflacji CPI za kwiecień – oczekuje się, że pozostanie ona na poziomie 3,9 proc. w ujęciu rocznym. Biorąc jednak pod uwagę brak reakcji złotego na podwyżkę stóp, przy bieżącym stanie rynku trudno oczekiwać, aby wyższa inflacja przełożyła się na umocnienie złotego. Za to niższy odczyt może osłabić polską walutę, gdyż rynek będzie upatrywał większej szansy na cofnięcie ostatniej podwyżki na kolejnych posiedzeniach. Oprócz tego odbędą się dziś dwa spotkania: ministrów finansów UE (Ecofin), poświęcone głównie tematowi Grecji oraz Merkel-Hollande. To drugie spotkanie może być ciekawsze z tego względu, że jest to pierwsza wizyta w Niemczech nowego prezydenta Francji i dużo będzie można po nim powiedzieć, jak zmieni się współpraca Berlina z Paryżem, m. in. w kwestii podejścia do ratowania spójności strefy euro.
Spotkanie ostatniej szansy
Niedzielne rozmowy prowadzone przez prezydenta Grecji Karolosa Papouliasa z liderami partii politycznych w kwestii utworzenia rządu jedności narodowej nie przyniosły sukcesu. Rozmowy będą kontynuowane jeszcze dziś po południu (początek 18:30), a jeśli cały proces zakończy się niepowodzeniem, prezydent będzie zmuszony ogłosić nowe wybory, potęgując ryzyko ostatecznego bankructwa kraju i wyjścia ze strefy euro. Na rząd jedności narodowej nie ma już szans, gdyż lider lewicowej SYRIZY zrezygnował z uczestnictwa. Czeka on na powtórzone wybory zachęcony nowymi sondażami, według których jego partia wygrałaby wybory, choć z zaledwie z 20,5 proc. głosów. Dzisiejsze spotkanie u prezydenta może jednak przynieść porozumienie między przywódcami Nowej Demokracji, PASOKu i Demokratycznej Lewicy, których sojusz dawałby 168 miejsc w 300-osobowym parlamencie. Greckie społeczeństwo wyraźnie liczy na przerwanie impasu w rozmowach o nowym rządzie – 72 proc. oczekuje zawiązanie koalicji, a 78 proc. opowiada się za pozostaniem w strefie euro. Ale ryzyko braku porozumienia nadal istnieje, gdyż w zeszłym tygodniu, kiedy lider PASOKu miał mandat do uformowania rządu, negocjacje międzypartyjne nie przyniosły pomyślnych rezultatów. Teraz widmo bankructwa kraju i wykluczenia ze strefy euro może jednak dodatkowo zmotywować polityków.
Zastój w greckich negocjacjach podtrzymuje napięcia na rynkach finansowych. Przede wszystkim w defensywie pozostaje euro, które dziś rano traci do dolara i kurs EUR/USD pozostaje poniżej 1,29. Dodatkowo, partia konserwatywna kanclerz Niemiec Angeli Merkel poniosła porażkę w lokalnych wyborach w Północnej Nadrenii-Westfalii, co może świadczyć, iż niemieckie społeczeństwo nie jest tak chętne do opowiadania się za surową polityką oszczędnościową. Ewentualne złagodzenie polityki zaciskania pasa przez Merkel może podburzyć zaufanie rynków finansowych do Europy, a to z pewnością skomplikuje sytuację na europejskim rynku długu. Dziś rano rentowności hiszpańskich dziesięciolatek ponownie rosną i sięgają 6,08 proc.
Dziś w Brukseli spotykają się ministrowie finansów strefy euro i zapewne jednym z głównych tematów będzie sytuacja w Grecji. Z dostępnych informacji wynika, że ministrowie nie będą rozważać poluzowania warunków dzielonych pakietów ratunkowych, co niewątpliwie mogłoby pomóc w zawiązaniu rządu w Atenach. W kuluarach pojawiają się jednak opinie, że Europa powinna przygotowywać się do ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro. W sobotę członek Rady Zarządzającej EBC Patrick Monohan stwierdził, że wykluczenie Grecji z unii walutowej „nie byłoby katastrofalne w skutkach, ale też niezbyt atrakcyjne”. Jego zdaniem wyjście jest „technicznie” możliwe, jednak negatywnie odbiłoby się na wartości euro. Z kolei minister finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble w wywiadzie dla Sueddeutsche Zeitung powtórzył, że członkowie strefy euro nie chcą przekreślać uczestnictwa Grecji w bloku, jednak nikt nie będzie jej do tego zmuszał. Choć komentarze unijnych oficjeli nie świadczą jeszcze o tym, że pogodzili się z uszczupleniem unii walutowej, to jednak samo rozważanie tego scenariusza przysparza dodatkowej nerwowości na rynku.
Trwa huśtawka nastrojów na rynkach
W czwartek inwestorzy wzięli głęboki oddech i starali się na nowo poszeregować informacje, którymi zostali zasypani od początku tygodnia, czego efektem była w miarę spokojna sesja. Po tym jak w środę nasiliła się presja na porzucanie ryzykownych aktywów można było mieć poważne obawy, iż na rynkach rozkręca się kolejna spirala paniki. Stało się inaczej, a inwestorzy zaczęli powoli szukać okazji inwestycyjnych w przecenionych walorach. Wydaje się, że silne wahania rynkowe, raz w jedną, raz to w drugą stronę, staną się wizytówką w pełnym niepewności roku 2012.
Niepokój budzi wciąż polityczne zamieszanie w Grecji. Trzecią (i ostatnią) próbę uformowania rządu podejmuje Evangelos Venizelos, lider partii PASOK. Wcześniej zadaniu nie sprostali zwycięzca wyborów Antonis Samaras z Nowej Demokracji oraz przywódca Syrizy Alexis Tsipras. Dziś o 10:00 Venizelos spotyka się z Samarasem i najprawdopodobniej jest to ostatnia szansa na zawiązanie koalicji. Przed wyborami to właśnie te dwie partie rządziły w państwie i ich liderzy pisemnie zadeklarowali się przed Unią Europejską, że będą realizować plan oszczędnościowy wynikający z umowy pomocy finansowej. W zasadzie tylko te dwa stronnictwa gwarantują, że Grecja będzie kontynuować zaciskanie pasa, będzie spełniać wymogi do otrzymania kolejnych transzy pożyczki i nie zostanie wyrzucona ze strefy euro. Dlatego też, jeśli dzisiejsze rozmowy nie przyniosą zadowalającego rezultatu, będzie to raczej onaczać rozpisanie nowych wyborów i pat polityczny potrwa do połowy czerwca. A to tylko przedłuży okres nerwowości, jaki panuje na rynkach finansowych.
Wczoraj pozytywne sygnały napłynęły z Hiszpanii, gdzie państwo za 4,5 mld euro przejęło udziały w czwartym pożyczkodawcy kraju – Bankia. To, że hiszpański sektor bankowy wymaga kapitałowego wsparcia bynajmniej nie jest dobrą wiadomością, ale nie jest to też nowość dla inwestorów. Dlatego przeważającą reakcję jest zadowolenie, że rząd zdaje sobie sprawę z powagi problemu i przystępuje do ratowania systemu. Dziś premier Hiszpanii Mariano Rajoy ma przedstawić plan dalszych działań na rzecz oczyszczenia banków z aktywów powiązanych z rynkiem nieruchomości. W grę wchodzi utworzenie tzw., „złego banku”, który przejmie kredyty i pożyczki o wątpliwej szansie spłaty, których łączna wartość według szacunków Banku Hiszpanii sięga obecnie 184 mld euro. Rząd planuje także nakazanie bankom zwiększenia rezerw na pozostałe kredyty, co może wymagać od banków znalezienie do 30 mld euro. Odciążenie bankowych bilansów z problematycznych aktywów powinno poprawić zaufanie do sektora pośród zagranicznych inwestorów. W czwartek giełda w Madrycie była jedną z silniejszych, a wzrostom przewodziły dwa największe banki kraju – Banco Santander oraz BBVA. Z drugiej strony, straty z tytułu złych kredytów powiększą deficyt budżetu państwa, co może negatywnie odbić się na wycenie rządowego długu. Zapowiadają się trudne miesiące dla Hiszpanii.
Piątkowe notowania raczej nie będą należeć do spokojniejszych, a dodatkowe powody do nerwowości jeszcze wczoraj dostarczył amerykański bank JPMorgan Chase & Co, który poinformował, że poniósł stratę w wysokości co najmniej 2 mld dolarów z tytułu nietrafionych transakcji hedgingowych. Głównym pytaniem pozostaje, czy podobnych doniesień można oczekiwać od innych banków. Dokapitalizowanie amerykańskiego sektora bankowego już od dawna nie było rozważane przez inwestorów, co tylko podsyca rynkowe niepokoje. Pewne pozostaje jedno – ten tydzień nie zakończy się w dobrych nastrojach.
RPP zaskakuje podwyżką, a złoty słabością
Wydarzeniem środy dla rynku lokalnego było zakończenie dwudniowego posiedzenia RPP, która ostatecznie podjęła decyzję o podniesieniu stóp procentowych o 25 pb. Stopa referencyjna, będąca benchmarkiem dla oprocentowania kredytów, wzrosła do poziomu 4,75 proc. Tym samym Rada przerwała okres stabilnych stóp procentowych trwający od czerwca 2011 r. Rynek był podzielony co do tego, jaka będzie decyzja RPP, jednak podwyżka chyba bardziej zaskakuje niżby zrobiła to decyzja o pozostawieniu stóp bez zmian. W uzasadnieniu do decyzji możemy przeczytać, że RPP, chcąc zapobiegać presji inflacyjnej, podniosła stopy procentowe. W komunikacie zwrócono też uwagę na importowany charakter inflacji, którą wywołują przede wszystkim wysokie ceny surowców. Na te czynnik RPP nie ma wpływu, jednak ”ze względu na utrzymywanie się istotnego negatywnego wpływu na inflację czynników pozostających poza wpływem krajowej polityki pieniężnej, oczekiwana skala spowolnienia może okazać się niewystarczająca by umożliwić powrót inflacji do celu w średnim okresie” zdecydowano się na podwyżkę stóp. Prezes NBP Marek Belka zaznaczył na konferencji po posiedzeniu, że kurs złotego nie był wyznacznikiem dla decyzji. Można tę wypowiedź traktować jednak w ten sposób, że krótkoterminowo to nie ma znaczenia, natomiast dłuższym horyzoncie mocniejszy złoty przyczyniałby się do złagodzenia importowanych czynników proinflacyjnych. M. Belka zaznaczył także, że podwyżki nie należy traktować jako początku cyklu zacieśniania polityki pieniężnej, ale jako krok dostosowawczy. Szanse na kolejne podwyżki są, ale nie tak duże jak po komunikacie po posiedzeniu w kwietniu.
Generalnie więc ton konferencji i komunikatu należy uznać za łagodny, co w pewnej mierze przyczyniło się do tego, że po początkowym zyskaniu 2 gr w stosunku do euro, złoty szybko zaczął tracić, a kurs EUR/PLN ustanowił nowe lokalne maksimum na poziomie 4,2471. Chociaż perspektywy polskiej gospodarki na tle reszty Europy są bardzo dobre, to jednak nie można też wykluczyć, że kolejne dane makro zmuszą RPP do rewizji wczorajszej decyzji i zmniejszenia stóp procentowych na kolejnych posiedzeniach. W naszej ocenie decyzja o podwyżce była zbyt pochopna, gdyż jej przełożenie na inflację jest dyskusyjne, natomiast niesie ryzyko zduszenia wzrostu gospodarczego. Złagodzenie tonu komunikatu pokazuje, że teraz RPP może bardziej ważyć słowa. Za wczorajszym spadkiem wartości złotego w głównej mierze stoją jednak czynniki globalne – cały czas głównym tematem pozostaje ryzyko polityczne w Grecji i związane z tym spekulacje nt. jej wyjścia ze strefy euro. Wczoraj lider Nowej Demokracji Antonis Samaras zadeklarował, że nie poprze rządu, który odrzuci zobowiązania Aten wobec MFW i UE. To akurat nie jest zła wiadomość, gdyż minimalizuje szanse na powstanie rządu anty-reformatorskiego. Z drugiej jednak strony niweluje też prawdopodobieństwo powstania jakiegokolwiek rządu, a tym samym przybliża Grecję do kolejnych wyborów. A wcale nie jest pewne, że cokolwiek zmieniłyby one na greckiej scenie politycznej. Teraz misja stworzenia rządu zostanie powierzona liderowi PASOK-u Ewalngelosowi Venizelosowi. Jeśli i jemu się to nie uda, prezydent będzie optował za stworzeniem rządu jedności narodowej, co jest już ostatnią fazą przed rozpisaniem kolejnych wyborów. Wczoraj pojawiły się też pogłoski o możliwości wstrzymania raty pomocy dla Grecji w wysokości 5,2 mld EUR. Ostatecznie okazało się, że EFSF wypłaci 4,2 mld EUR zgodnie z harmonogramem, czyli 10 maja, natomiast pozostały 1 mld EUR będzie wypłacony później, w zależności od potrzeb pożyczkowych. Rynki tymczasem nie lubią niepewności, co przekłada się bezpośrednio na wzrost awersji do ryzyka. W efekcie kolejnych pogłosek i spekulacji kurs eurodolara pogłębił minima, ustanawiając nowe na 1,2911 i dalej pozostaje pod presją sprzedających.
W nocy napłynęły dane z Chin o bilansie handlu zagranicznego za kwiecień – nadwyżka wyniosła 18,4 mld USD (prog. 8,5 mld USD), jednak dynamika eksportu i importu wyniosła, odpowiednio, zaledwie 0,3 i 4,9 proc. r/r. Dane zatem mają tak naprawdę negatywną wymowę, pokazując kurczenie się dynamiki obrotów handlowych. O godz. 13:00 poznamy decyzję Banku Anglii ws. stóp procentowych, które nie ulegną zmianie – główna stopa procentowa pozostanie na rekordowo niskim poziomie 0,5 proc. Nie oczekuje się też zmian w programie luzowania ilościowego, który aktualnie opiewa na 325 mld GBP. O godz. 14:30 na rynek spłynie seria danych z USA, z których najważniejsze będą tygodniowa liczba nowych bezrobotnych (prog. 370 tys.) oraz bilans handlu zagranicznego (prog. -50 mld USD). Godzinę później w Chicago na dorocznej konferencji bankowej swój odczyt wygłosi szef Fed Ben Bernanke. Wybiegi w stronę polityki monetarnej to jednak jedyne, co mogłoby w nim zainteresować rynki. W tym momencie spoglądają one przede wszystkim na sytuację polityczną w Grecji i to raczej do końca tygodnia nie ulegnie zmianie. Złoty może próbować dziś skorygować wczorajsze osłabienie, jednak presja zewnętrzna powoduje, że o powrót poniżej wsparcia na 4,21 może być niezwykle trudno.


EUR
USD
CHF
GBP
EURUSD
JPY
DKK
SEK
NOK
CZK